Bez sensu jest wchodzenie w biznesy, które od razu narzucają ci dużo ograniczeń. Przez 25 lat w Polsce zbudowaliśmy potencjał, na który inni pracują przez 100 lat.

Jako jedyny w kraju produkuje wielopoziomowe makiety kolejowe. Pasję z dzieciństwa zamienił w biznes, który coraz lepiej prosperuje. O swoim nietypowym podejściu do biznesu, konsekwencji w działaniu rozmawiam z Rafałem Boćkiem, założycielem BRAWAGO.

Szymon Ostrowski : Ledwie się poznaliśmy, a ty już opowiadasz o swoich makietach:

Rafał Bociek: To moja pasja. Kręci mnie to, że mogę robić coś niezwykłego. Te wszystkie budowle, jeżdżące pociągi…

SZO: Faktycznie są wyjątkowe. Ale pewnie to kosztuje majątek.

Rafał: Człowiek z zewnątrz nie zdaje sobie sprawy ile to cacko kosztuje. Nie ma świadomości jak bardzo jest to skomplikowany projekt. Jeszcze go nie skończyliśmy, a już podłączyliśmy ponad kilometr kabli. Jeden rozjazd z napędami i akcesoriami kosztuje około 500 zł. A my mamy ich 20. Wartość elektroniki to już ponad 30 tys. złotych. A są jeszcze przecież pociągi. To ok 2 tys. zł za jeden skład. Do tego dochodzi ręczna praca modelarza, który tworzy budynki, specjalisty od krajobrazu, technika od stolarki, elektronika i informatyka.

Przeczytaj także: Jak wygląda produkcja makiet kolejowych?

SZO: To spełnienie swoich dziecięcych marzeń?

R: Gdy byłem małym chłopcem interesowałem się kolejkami elektrycznymi. Ale moich rodziców nie było stać na takie zabawki. Wystarczy powiedzieć, że dziś podstawowy zestaw to koszt 1,5 tys. złotych. To duży wydatek. Teraz mam pieniądze, ale mniej czasu. Postanowiłem jednak na nowo odkryć to wspaniałe zajęcie, ponieważ osób, które mają możliwości finansowe ale brak im czasu czy wiedzy na realizację tego hobby jest coraz więcej. I właśnie do nich kieruję swoją ofertę. To już nie jest zabawa, a tworzenie dzieł sztuki z pogranicza modelarstwa i inżynierii. Coś na czym da się zarabiać.

SZO: A jak to się wycenia?

R: Zwykle liczy się koszt metra kwadratowego. Z tym, że nasze makiety mają kilka poziomów, które są połączone. Nie położone jeden na drugim, a połączone. Co powoduje, że fajniej wyglądają ale jednocześnie są mocno skomplikowane w budowie a koszt wysoki.

Wszystko zaczyna się od modelu trójwymiarowego tworzonego na podstawie komercyjnych planów torowisk. Do tego dodaję budynki, otoczenie, detale. Korzystam z programów komputerowych do projektowania przestrzennego.

Kolejny etap to budowa konstrukcji makiety ze sklejki. Poszczególne elementy wycinane są laserem lub frezarką CNC przez firmy podwykonawcze. Następnie składamy je w szkielet, montujemy torowisko i tory.  Dokładamy elektronikę. W ostatnim kroku robimy krajobraz.
Jesteśmy trochę jak IKEA. Elementy są niezależne, a gdy złożymy je w całość, powstaje solidna konstrukcja.

SZO: I to ma być wasza przewaga biznesowa?.

Zdecydowanie Całość jest składana, a poszczególne elementy można wyprodukować u podwykonawców. Szkielet złożony z wielu modułów można łatwo przewozić w różne miejsca. Pozwala to optymalizować produkcję. A to pozwala zarabiać. Jak każdy “poważny biznes” zaczynamy w garażu i sporo zlecamy by nie generować dodatkowych kosztów.

SZO: Ten rynek nie jest zbyt niszowy?

Nie boję się, że makiety się nie sprzedadzą. Jestem pewien, że wysoka jakość zawsze się obroni. Istnieje wiele możliwości zarobku, np. wynajmowanie makiet. Już na początku działalności kilka osób pytało o ta handlowych pytało nas o możliwość wynajęcia tej największej. Niestety nie zdążymy jej przygotować. Naszym celem są targi w pierwszej połowie 2020 roku w Niemczech. To wszystko musi być piękne wizualnie i niezawodne. Współpracuję z bardzo dobrym elektronikiem, który planuje, wykonuje i testuje wszystkie połączenia. Trzeba pamiętać, że taki produkt musi wytrzymać kilkanaście lat. My musimy znać tutaj każdą śrubkę i przekazać wiedzę o tym naszemu klientowi. To on musi potem o to dbać, czyścić. Kurz i pyłki mogą spowodować, że jeśli przez kilka tygodni makieta nie jest uruchamiana, to pociągi nie ruszą. To trochę tak jak z zabytkowym samochodem. Trzeba go regularnie odpalać, żeby były w dobrej formie.

SZO: Rafale, podchodzisz do biznesu wyjątkowo racjonalnie

Rafał: Uważam, że biznes powinno się otwierać wtedy, kiedy możesz sobie na to pozwolić. Jeśli nie masz kapitału, pomysłu i doświadczenia to lepiej się za to nie zabierać. Mam jeszcze w sobie umiejętność przekonywania ludzi do swoich idei. Potrafię skupiać wokół siebie pasjonatów, którzy chcą zaryzykować, poświęcić swój czas by razem ze mną to robić.

zobacz galerię zdjęć BRAWAGO

SZO: Jak to w sobie wypracować?

Nawet jeśli pracujesz na etacie przez 8 godzin dziennie, to zostaje ci jeszcze 16 godzin na dobę. Jeśli odejmiesz sen, czas spędzony z rodziną, to zostaje go jeszcze sporo na przygotowanie do swojego biznesu. Wystarczy zrezygnować z oglądania seriali na Netflix. Mi na to szkoda czasu.

SZO: Jesteś pasjonatem ale i przedsiębiorcą z krwi i kości. Wielu właścicieli takich małych firm szybko rezygnuje bo zjadają ich ZUSy, podatki, płatności.

Rafał: Zauważam, że sporo osób mówi, że się nie da, że jest ciężko. Ja uważam, że trudno to jest jak masz dziecko chore i jesteś pół roku na onkologii. Albo gdy straciłeś ręce w wypadku. Ale jak masz głowę, dwie ręce i nogi, to ty nie masz ciężko, bo nadal możesz wszystko zrobić. I powinieneś też być wdzięczny losowi za to, że w sumie masz takie możliwości.

SZO: Np. możliwości w postaci kapitału

Rafał: Nie mam bogatych rodziców. Od rodziców nie dostałem mieszkania czy kapitału na start. I w mojej opinii to jest najlepsze co mogło mnie spotkać. Bo cały czas czułem presję, że muszę coś osiągnąć. Obecni nastolatkowie, czy już nawet moje dzieci, takiej presji nie będą czuły. Bo żyją w czasach ogromnego dobrobytu. Nasze pokolenie żyje jeszcze tak jak żyli Niemcy 50 lat temu. Im się po prostu chciało. Dzięki temu rozbudowywali firmy i tworzyli bazę kapitału. Nie tylko finansowego, ale też intelektualnego. Moi rówieśnicy w Niemczech są już straceni. Niewiele im się chce. Gdy oni o 17.00 wychodzili z pracy, ja myślałem o tym, co zrobić dodatkowego.

Przeczytaj także: Pomysł na biznes: sklep z alkoholem. Jak otworzyć?

SZO: Jak wielu przedsiębiorców, tak i ty zdecydowałeś się na wyrzeczenia

R: Wyjechałem na kilka lat do pracy do Niemiec. Z Żoną i rocznym dzieckiem. W Niemczech urodził się nasz drugi syn. Kupiliśmy tam dom na wsi. Z 2. małych dzieci sukcesywnie go remontowaliśmy. Po 4 latach kupiliśmy dom pod Warszawą. Żona wróciła z dziećmi do Polski a ja przez rok pracowałem jeszcze we Frankfurcie co miesiąc jeżdżąc lub latając między Warszawą a Frankfurtem. Będąc sam w Niemczech miałem dużo czasu, żeby zaplanować przyszłość po powrocie do Polski. Nadal pracuję w IT i to jest moja główna działalność. Mamy z czego żyć.

SZO: A gdybyś nie miał tego zaplecza związanego z IT, kontraktami z kontrahentami z zagranicą, zdecydowałbyś się na uruchomienie BRAWAGO?

R: Zawsze przede wszystkim myślę o zabezpieczeniu bliskich. Gdybym nie miał zaplecza to nie podjąłbym ryzyka. Tym bardziej, że musiałbym już od początku mieć kilku bardzo majętnych klientów. Aktualnie realizuję projekty IT i głównie pracuję z domu. Nie tracę czasu na dojazd do Warszawy, do biura. To dodatkowe 40 godzin w miesiącu do wykorzystania w BRAWAGO.

SZO: Wspomniałeś, że warto rozpoczynać biznes w momencie, kiedy się jest do tego dobrze przygotowanym. W którym momencie możemy być przekonani, że tego doświadczenia mamy na tyle dużo, że warto spróbować.

R: Ważna jest konsekwencja. Do tego dobrze jest zdobyć doświadczenia branżowe ale także poza główną dziedziną twojej zawodowej działalności. Chodzi o wyrobienie obycia wśród ludzi, przyszłych klientów. Trzeba mieć w sobie szacunek do innych. Jeśli spotykam kogoś kto nie szanuje sprzątaczki czy kierowcy miejskiego autobusu, to myślę, że jest jeszcze niedojrzały. Życiowe doświadczenie najlepiej podpowie nam kiedy zacząć.

SZO. Innymi słowy, gdy masz rodzinę?

R: Szczególnie gdy masz dzieci. Wtedy to jest idealny czas [śmiech]. Zaczynasz idealnie zarządzać czasem. Jak masz żonę, to uczysz się rozmawiać z trudnym klientem. Ja na szczęście mam na tyle wyrozumiałą żonę, że pozwala by ci wszyscy modelarze przesiadywali u nas w domu i rozumie, że jeszcze długo nie zaparkujemy samochodu w garażu. I podkreślam, BRAWAGO już zarabia ale nie jest to wciąż moja główna działalność.

SZO: Ile musisz stworzyć makiet, żeby żyć tylko z tego?

R: Szacuję, że musiałoby to być około 4 makiet takiej wielkości jak robimy teraz w ciągu roku. Byłyby to już sensowne pieniądze. Takie, które pozwolą dobrze zapłacić ludziom. Bo biznes to nie jest robienie ze współpracowników niewolników. Chcę gromadzić wokół siebie ekspertów, którzy są szczęśliwi, że to robią. To od razu widać w efekcie pracy. Ja tak cały czas podchodzę do pracy. Nigdy wychodziłem z założenia, że muszę pracować i od początku zajmuje się dziedzinami, które mnie pasjonują.

SZO: Jak się takich współpracowników znajduje?

R: Wydaje mi się, że trzeba mieć jednak trochę szczęścia. Najtrudniejszą rzeczą w biznesie jest znalezienie odpowiednich ludzi. Bo oni są najważniejsi. Bez tych ludzi nie bylibyśmy tutaj.. Szczególnie w biznesie tak niszowym. Mógłbym przecież wziąć sobie do pracy pierwszego lepszego elektronika. Ja jednak zdecydowałem wziąć eksperta, specjalistę, który robi projekty dla Centrum Badań Kosmicznych i jest pasjonatem dziedziny, którą się zawodowo zajmuje. Współpracuję głównie z ludźmi, których znam.  Uważam też, że dobrze jest budować projekty z osobami, które uzupełniają twoje braki. I jednocześnie masz świadomość tego, że są dobrzy, w tym co robią.

SZO: Jesteś jedyny, praktycznie nie masz konkurencji. To i rynek potencjalnych współpracowników się zawężą.

R: Zawsze istnieje ryzyko, że jeśli nie ma konkurencji, to rynek jest nieciekawy. Z drugiej strony niszowi specjaliści robią wiele ciekawych rzeczy i mają doświadczenie w wąskiej specjalizacji.

SzO: A jak się robi marketing dla takiego biznesu?

R: Kupiłem ogłoszenie na OLX. Wstawiłem zdjęcia makiet i tyle. Na razie nie mamy nawet typowej strony internetowej. Działania marketingowe to przede wszystkim targi. Bierzemy ze sobą makietę, jedziemy na międzynarodowe targi modelarskie i pokazujemy co potrafimy robić najlepiej.

SZO: Czy bierzesz pod uwagę, że coś się może nie udać?

O: Mówiąc szczerze, to nie. A wiesz dlaczego? Bo po prostu, jeżeli od początku bierzesz pod uwagę, że coś się może nie udać, to nie działasz tak, jak trzeba. Więc ja od początku biorę pod uwagę tylko to, że się uda. Dążę do konkretnego celu. Chcę móc wynająć halę i budować kilka makiet jednocześnie. Wydawać się może, że z każdą kolejną makietą jest coraz łatwiej bo masz doświadczenie. Trzeba jednak pamiętać, że kolejne makiety zwykle są większe i coraz bardziej skomplikowane. Po cichu liczę, że znajdzie się w końcu w Polsce ktoś kto zamówi makietę za kilka milionów złotych. Będziemy ją robić 2-3 lata i stanie się atrakcją turystyczną.

SZO: To już ten czas, że warto uruchamiać biznesy oparte na…rękodziele, ręcznej robocie

R: Myślę, że tak. Widzę, że jest teraz na to spore zapotrzebowanie. Ważne jest by otwierając taki biznes nie myśleć od razu o pieniądzach. Klienci to od razu wyczują. Oczywiście, musisz mieć plan jak będziesz na tym zarabiał i tak ten biznes prowadzić by się ta kasa pojawiała ale nie może Ci to zaślepić idei. Mamy to szczęście, że żyjemy w czasach wyjątkowych. Nasze pokolenie jeszcze chce coś osiągnąć.  Oczywiście mamy wokół sporą grupę ludzi, która z głodu nie umrze, dzięki programom socjalnym, o skali praktycznie takiej jak na zachodzie. Cały czas jednak widzę, że nie maleje grono tych, którzy chcą coś po sobie zostawić. Zrobić coś unikatowego. Nie wiem czy chciałoby mi się otwierać aptekę czy pizzerię.

SZO: Optymista z Ciebie

R: Jeżdżę trochę po świecie i mam porównanie. W ciągu 25 lat osiągnęliśmy bardzo wiele. Przeskoczyliśmy kilka pokoleń. To co inne kraje zdobywają w 75 czy 100 lat, nam udało się w 25 lat. Mamy ogromny potencjał. Ja sam nie skończyłem studiów. Zaliczyłem 6 czy 7 semestrów studiów inżynierskich (IT). Nigdy papier do niczego mi nie był potrzebny. Zawsze miałem konkretne zajęcie i fach w ręku. Nikt nigdy nie pytał mnie o papier. Najważniejsze było doświadczenie, umiejętności, pasja i chęć do pracy.’

Zobacz także inne wywiady z przedsiębiorcami na blogu biznesnaostro.pl

SZO: A może to kwestia odpowiedniego wyboru. Jeśli zdecydowałbyś się na uruchomienie tej już wspomnianej apteki czy pizzerii, to po pół roku prowadzenia tego biznesu by przytłoczyła cię ta szara biznesowa rzeczywistość, związana z zezwoleniami, z ludźmi i z innymi tego typu rzeczami. I nie byłbyś tak optymistycznie nastawiony do tego wszystkiego jak teraz.

R: To prawda. Uważam, że bez sensu jest wchodzenie w biznesy, które od razu narzucają ci dużo różnych ograniczeń. W którym potrzebne są pozwolenia, koncesje. To tak naprawdę od razu hamuje przedsiębiorczość. Gdybym miał teraz np. otwierać aptekę, to chyba wolałbym po prostu umrzeć. To by była najstraszniejsza rzecz w życiu. Ja zawsze wybieram takie aktywności, które mnie ciekawią, pasjonują i dają możliwość działania na własną rękę. W moim biznesie ograniczony jestem tylko wyobraźnią.

SZO: Dziękuję za rozmowę.