Firmy z prowincji mają ogromny problem z obsadzaniem stanowisk. Problemy kadrowe firm nie wynikają tylko z demografii. Wielu kandydatów do pracy, szczególnie tych młodych nie nadaje się do jakiejkolwiek pracy.
Przyjmę kierowcę, zatrudnię magazyniera. Praca dla sprzedawcy, na produkcji lub przy obsłudze zamówień.
Takich ogłoszeń widzę codziennie setki. To co różni je od tych sprzed dwóch-trzech lat to wymagania. Jedno podstawowe: chęć do pracy. Nie są ważne umiejętności. Sam fakt, że ktoś chce pracować jest już wystarczający. I mogłoby się wydawać, że taki podstawowy warunek da szansę znalezienia pracownika. Być może w dużym mieście będzie to łatwe…A jak jest w mniejszych ośrodkach?
Pracownicy ze Wschodu to już codzienność w dużych miastach
Sobotnia noc. Upadek syna, ból głowy, wymioty. Jadę z synem na SOR by sprawdzić czy to nie wstrząśnienie mózgu. W rejestracji przyjmuje mnie niesłyszący ratownik medyczny (ma dwa aparaty słuchowe). Radzi sobie całkiem dobrze, choć pewne kwestie trzeba powtarzać. Po chwili wchodzimy do gabinetu chirurga. Przyjmuje nas lekarz z wyraźnie wschodnim akcentem. Wladimir jest Białorusinem i przyjechał do Polski kilka lat temu. Bardzo profesjonalnie zajmuje się moim synem. Po niecałej godzinie wracamy do domu ze spokojną głową. Okazało się, że nic mu nie dolega.
W poniedziałek do pracy podmiejskim autobusem wiezie mnie kierowca z Ukrainy. Lokalna firma, która obsługuje tę trasę długo broniła się przed koniecznością zatrudniania pracowników ze wschodu. Ale ostatecznie trzeba było się na to zdecydować. Kierowca niewiele mówi bo czuje się bardzo niepewny.
W dużym mieście i w okolicach ogromnych metropolii z pracownikami ze Wschodu nie ma problemu. Znalezienie budowlańca na budowę, kierowcę autobusu, czy wysoko wykwalifikowanego pracownika to kwestia kilku dni. Są to ludzie pracowici i rzetelni.
Zupełnie inaczej sprawa wygląda w małych miastach.
Małe miasta nie chcą Ukraińców. Bo…
Śląsk. Niewielka hurtownia budowlana. 22 letni Bartek przychodzi do pracy. Pierwszej pracy. Za zadanie ma obsługę prostych zamówień. Jak na początek, praca marzenie. Swoje biurko, swój komputer, towarzystwo doświadczonych pracowników, którzy z chęcią pomagają wdrożyć się do pracy. Po dwóch tygodniach przestaje się pojawiać w pracy…Choruje na „to za ciężka praca dla mnie”.
Wielkopolska. „Chciałem zatrudnić kierowcę do rozwożenia towaru z magazynu centralnego do różnych punktów sprzedaży zlokalizowanych na terenie województwa. Zatrudniłem młodego, niedoświadczonego pracownika. Na dzień dobry dostał umowę o pracę na trzy miesiące. Pensja…2000 zł netto. Jazda samochodem dostawczym. Praca polega na załadowaniu kartonów z towarem w magazynie i rozładowaniu ich w konkretnych punktach. Po trzech tygodniach podziękował. Wstawanie o 5 rano to nie dla niego. A pracował do 14.00, często krócej”
Kujawy: Właściciel kilku sklepów spożywczych. „Prowadzę firmę od 20 lat. Firma rozrasta się. Chciałbym uruchomić nowe placówki ale boję się o to czy znajdę pracowników. Każdy kto zaczyna u mnie od razu dostaje umowę o pracę. To rzadkość. Często zdarza się, że po trzech miesiącach pracownica zachodzi w ciążę i muszę zatrudniać nową osobę. Wiem, że praca w handlu jest bardzo ciężka ale nie sądziłem że ze znalezieniem pracowników będzie taki problem”.
To tylko kilka z mnóstwa podobnych historii, które usłyszałem przez ostatni rok. Przedsiębiorcy prowadzący biznesy w mniejszych miastach chcą wciąż prowadzić i rozwijać swoje firmy.
Podnoszenie pensji nie pomaga
Przyznają, że w ciągu kilku miesięcy kilkukrotnie podnosili pensje ale to wciąż za mało. Jak więc sobie radzą z szukaniem ludzi?
Badanie The Gallup Organization Polska na zlecenie Dolnośląskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy pokazuje, że aż 55 proc. z ankietowanych planując zatrudnienie m.in. specjalistów, sprzedawców, techników i kadry kierowniczej, ale także pracowników do prostych prac, stawiają na prywatne kontakty.
Nie dziwi więc, że w jednej lokalnej firmie pracują całe rodziny.
Ale to już nie wystarcza. Gdy pytam więc o możliwość zatrudnienia pracowników ze Wschodu, ci zgodnie odpowiadają: nasza lokalizacja znacznie to utrudnia.
-Duże firmy mogą na raz zatrudnić 100-200 pracowników z zagranicy. My potrzebujemy 4-5. A to jest duży problem bo miasto nie ma im nic do zaoferowania. Jeśli tacy ludzi przyjeżdżają do pracy wolą od razu jechać do dużego miasta. Tam mają większy wybór miejsc pracy, poza tym łatwiej im nawiązać kontakty ze swoimi rodakami – mówi mi jeden z przedsiębiorców. Nie chce podawać swoich danych bo narzekanie na pracowników nie jest mile widziane.
Przyznaje, że płaci powyżej średniej w regionie, a pracowników i tak trudno znaleźć. Stawia na młodych ale ci, gdy się nauczą u niego fachu, od razu wyjeżdżają za granicę.
Z zatrudnieniem Ukraińców nie ma problemu prywatny przedsiębiorca, na którego powołuje się NA TEMAT:
Ukraińcy przyjeżdżający do Polski, nie zabierają pracy Polakom. Pracują na budowach, przy zbiorze owoców i warzyw oraz jako pomoc domowa. Tam, gdzie ze względu na niskie stawki, nie chcą już pracować Polacy. Druga strona medalu to fakt, że napływ pracowników ze Wschodu zmniejsza szanse na podwyżki płac. W rozmowie z naTemat potwierdza to biznesmen, jeden z najbogatszych, Polaków, właściciel firmy przemysłowej zatrudniający 40 pracowników z Ukrainy. – W mieście z teoretycznie 20-procentowym bezrobociem miałem problem ze znalezieniem nowych osób zmotywowanych do pracy. Doceniam to płacąc imigrantom 4 tys. złotych brutto miesięcznie, za pracę na pełnym etacie. Tyle samo zarabiają u mnie Polacy – komentuje. Prosi jednak o niepodawanie danych firmy ze względu na zarzuty lokalnej społeczności o brak podwyżek.
Ale to bardzo spora firma więc Ukraińców od razu zatrudnił wielu.
Badania ManpowerGroup dowodzą, że najtrudniej znaleźć odpowiednio wykwalifikowanych pracowników fizycznych. Jest to problem stały i poważny; robotnicy wykwalifikowani tylko raz nie znaleźli się na pierwszym miejscu tego rankingu. Pracodawcom brakuje przede wszystkim: spawaczy, ślusarzy, tokarzy, szwaczek, monterów, operatorów wózków widłowych, mechaników czy elektromonterów.
Dlaczego w Polsce tak trudno o dobrego pracownika?
Długo zastanawiałem się stąd bierze się taki stan rzeczy. I dochodzę do następujących wniosków.
Dyktat podwykonawstwa i niskiej ceny
W Polsce mamy wiele bardzo dobrze funkcjonujących i zorganizowanych firm produkcyjnych. Umiłowanie do niskiej ceny i fakt, że „zawsze znajdzie się przedsiębiorca, który wyprodukuje coś o grosz taniej” doprowadza do tego, że nie stać tych firm na tworzenie własnych marek. Produkują dla kogoś (często dla dużych koncernów zagranicznych), od których się uzależniają. Jak niedawno wykazałem w materiale 10 branż,w których polskie firmy to liderzy ,że znaczna część przemysłu meblowego to podwykonawstwo dla zagranicznych firm.
Brak silnych marek
Polskie firmy mają wciąż za mało kapitału by tworzyć silne marki. Lody Grycan, Instytuty Ireny Eris czy Fakro to wyjątki.
Brak przekonania o tym, że praca w polskiej firmie daje korzyść
Polscy przedsiębiorcy uczą się dopiero kreowania wizerunku swojej firmy. Przekonują się też (na razie jednak zbyt wolno) o korzyściach jakie daje chwalenie się tym, że firma jest rodzinna, pokazywanie kto za danym biznesem stoi.
Brak inwestycji w nowoczesny sprzęt
Najprostsza produkcja wciąż oparta jest na pracy ludzkiej. Przedsiębiorców nie stać na unowocześnienie wielu procesów. Nie stać…bo produkują zbyt tanio.
Pracownicy nie rozumieją na czym polega biznes. Zanim pokażą co potrafią, od razu pytają o zarobki
Ten problem znakomicie wyłuszczył Ryszard Florek, założyciel Fakro, który kilka lat temu w wywiadzie dla Gazety Wyborczej mówił:
– Większość Polaków nie ma pojęcia, że wzrost płac w ich firmach nie zależy od widzimisię pracodawcy. Gdy gospodarka się rozwija, PKB na głowę wzrasta, to społeczeństwo się bogaci. Nie rozwija, to klepiemy biedę. Niektórzy nie chcą tego zrozumieć i podwyżki próbują wywalczyć strajkami…U nas nie ma związków, bo pracownicy uznali, że są niepotrzebne. Rozumieją dlaczego tyle zarabiają. Dlaczego firma działa tak, a nie inaczej.
Florek wspomina, jak kilka lat temu kupił zakład z pięćdziesięcioma pracownikami, gdzie na etacie było zatrudnionych pięciu związkowców, którzy natychmiast zażądali miejsc w radzie nadzorczej za dodatkowe wynagrodzenie. Jak biznesmen rozwiązał problem?
– Następnego dnia zorganizowałem spotkanie z załogą (…) powiedziałem, jakie są wyniki firmy, a jakie oczekiwania związkowców. I zrobiłem głosowanie: czy się zgadzają, aby wypłacać dodatkowe wynagrodzenie dla związkowców za zasiadanie w radzie nadzorczej. Nikt się nie zgodził.
-Nie ja płacę tylko rynek – odpowiada Ryszard Florek . – Jest kadrowa, która analizuje sytuację na rynku, to, jak płace wyglądają na danym stanowisku w regionie. I niektórzy mają 5 tys. euro miesięcznie, a inni 600.
Przedsiębiorca tłumaczy, że ktoś, kto płaci więcej niż na to pozwala rynek i konkurencja , bankrutuje, bo jeśli będzie chciał płacić dużo więcej niż rywalizujące w tej samej branży firmy, to jego produkt będzie droższy i nie znajdzie klientów.
A jak się produkt nie sprzeda, to ludzie nie będą zarabiali po 3-4 tys. w Nowym Sączu, tak to działa.
Zaoranie szkolnictwa zawodowego.
Przez lata produkowaliśmy magistrów bez konkretnych umiejętności. Zawód ślusarza czy murarza nie cieszył się zainteresowaniem. I doszliśmy do etapu gdzie nie ma takich pracowników.
Błędy w wychowaniu młodego pokolenia
No i wreszcie jedna z ważniejszych przyczyn braku ludzi do pracy. Dwa lata temu w Dzienniku Gazecie Prawnej ukazał się artykuł: „Nasze dzieci to pierdoły”
Autor tekstu, Rafał Drzewiecki dowodzi, że dzisiejsza młodzież nie jest samodzielna, boi się ryzyka, przyzwyczajona jest do wyręczania i załątwiania wszystkiego za nią. W efekcie nie jest przygotowana do życia, do odpowiedzialności. W tekście czytamy:
– Wzrost postaw roszczeniowych idzie w parze z wyuczoną bezradnością. Jedni biorą pastylki, inni ukrywają ją za drogim ciuchem, autem czy gadżetem. Lęk i bezsilność przykrywają tysiącami znajomych na portalach społecznościowych i kolekcjonowaniem lajków dla każdego swojego działania. Jeszcze inni korzystają z usług coachingu, gdzie płacą za odkrywanie ich własnego ja. To patologia
Młodzi napompowani fantazjami, że są mądrzy, zdolni, wyjątkowi, karmią swoje ego pochwałami – ze strony rodziny, nauczycieli i głównie świata wirtualnego – oraz zarozumialstwem, uznając to za siłę, a skromność za słabość. Potem lądują na kasie w supermarkecie i trudno im to zaakceptować. Gdy młody człowiek trafia do firmy, jej szef ma co najmniej 40 lat. A z reguły więcej. I pojawia się trudność nawet na poziomie podstawowej komunikacji. Oni używają innego języka, te same słowa mają dla nich inne znaczenie. A co dopiero mówić o różnicach w aspiracjach, mentalności, postawach życiowych, kulturze.
Przerażające jest to, że młode pokolenie nie jest w stanie zrozumieć, że znaczna liczba polskich firm nie jest zainteresowana Facebookami, Twitterami, Instagramami i youtubami. Szefowie tych firm chcą po prostu rzetelnych pracowników, którzy wezmą odpowiedzialność za to co robią. A jeśli się do tego przekonają, to pracodawca na pewno ich za to wynagrodzi…Takich „spoko” pracodawców staram się pokazywać w biznesnaostro.pl
A co ty sądzisz o poszukiwaniu pracowników? Jakie masz doświadczenia w tej kwestii? Znasz jakieś zabawne historie z tym związane? Pochwal się. Zapraszam do kontaktu. Komentuj, pisz, udostępniaj. To najlepsza nagroda dla mnie




![Upadłość czy restrukturyzacja? Aktualny status dewelopera HRE i co to oznacza dla inwestorów [podkast BNO]](https://biznesnaostro.pl/wp-content/uploads/2025/09/1-640x390.jpg)




Prezesom firm to już chyba całkiem na głowe podło wypowiadając takie opinie na temat pracowników. Cytuje: „Pensja…2000 zł netto. Jazda samochodem dostawczym. Praca polega na załadowaniu kartonów z towarem w magazynie i rozładowaniu ich w konkretnych punktach. Po trzech tygodniach podziękował. Wstawanie o 5 rano to nie dla niego. A pracował do 14.00, często krócej”. Mi osobiście szkoda by było czasu jakby ktoś za spanie „od 5 do 14 czesem krócej” zaoferował by mi 2000 złotych netto (465 euro) wypłaty!!! 465 euro za cały miesiąc pracy to tak jak dać komuś w ryja!!! Sam prowadzę działalność w branży budowlanej i powiem tak, żaden z moich podwładnych nie powie na mnie złego słowa, problemów z brakiem pracowników nie mam wcale, nawet bez ogłoszeń w mediach ludzie przychodzą osobiście, dzwonią, piszą czy nie potrzebuje np. murarza czy cieśli. Dlaczego? Bo u mnie pracowink z fachem w ręku zarobi na czysto tyle co ja (bez inwestycji w firmę). Szanuje ludzi i dziele się zarobkiem adekwatnie do wykonywanej przez nich pracy. A jak ktoś w celu podwyższenia kosztów uzyskania przychodu, kupuje nową Panamere za 800 tyś złotych, patrząc jak jego pracownik ma problem z odpaleniem 20-letniego zardzewiałego szrota, to niech się nie dziwi że pracowników nie znajdzie rzadnych. Każda ze znajomych mi firm, gdzie płacą godziwe pieniądze nie ma problemów ze znalezieniem pracownika. Mało tego, ludzi pracują tam po 10-20 lat a czasem do emerytury. Nawet młodzi jak się zaczepią to zostają, uczą, podnoszą kompetencje bo wiedzą, że za sumienną, rzetelną, fachową i odpowiedzialną bedzie ich stać aby postawić dom obok prezesa, jeździć takiej samej klasy autem, i razem z nim spędzać wakacje w tym samym miejscu (proszę nie myśleć o bogactwach tylko o przyzwoitym poziomie życia). Mentalność większości przediębiorców jest niestety taka, że duże pieniądze należą sie tylko im z racji prowadzenia działalności, z racji tego że dają komuś pracę, a pracownik powinien zarobić tyle żeby starczyło by mu na to, aby być wykąpany, najedzony i ubrany w czyste niepodarte rzeczy. Serio??? Może przez ok. 20 lat po tej przeklętej komunie taki system się sprawdzał, ale w obecnych czasach, które dają ognomne możliwości rozwoju, szybkich zmian, edukacji z wszelakich tutoriali nikt nie będzie zapiepszał na nowego Mercedesa Pana Prezesa. Wieć albo jesteś w porządku dla ludzi i płacisz tyle ile sam chciałbyś zarobić, albo zakasujesz rękawy i walczysz w pojedynkę!!!
Zapierdalajcie za 1600 na reke sami jak psy bo takie drobniaki to na gumki zeby nie wpasc
W najlepszym porządku , mamy wolny rynek ? mamy no więc zakasać rękawy proszę i do roboty lub zamknąć mało rentowne interesy .
Jest rozwiązanie
znam firmę, co potrafi dać dobre stawki na umowie o pracę. Zatrudnienie nie dla każdego ale za to jasne warunki od początku i bez kombinowania potem. A sam sposób zostawiam do oceny każdego osobno. Stronka firmy dampracownika.eu.
A najepsze jest tekst ,,Autor tekstu, Rafał Drzewiecki dowodzi, że dzisiejsza młodzież nie jest samodzielna, boi się ryzyka, przyzwyczajona jest do wyręczania i załątwiania wszystkiego za nią” panie Rafałe jak pan już coś chce dowodzić to proponuje odstawić narkotyki i alkohol. Jakoś nie widać nieporadnosci młodych ludzi w Holandii Belgii UK i wielu innych miejsc. Jeśli ktoś ma na tyle jaj żeby jechać czy lecieć do innego państwa nowego otoczenia znaleźć pracę i zatwiec coś w obcym języku to dozowod na zaradzić życiową. Piszesz pan takie pierdzieluchy za biurka ze się nie smacznie robi !
Nie masz racji. Skad i co mozesz wiedziec, pracujesz z mlodymi ? Nie sadze.
Mlodziez jest dzis wybitnie Niezaradna i to sie bezzie poglebiac. Zgadzam sie z autem w stu proc.
Prawda prawda i jeszcze raz prawda ! Teraz młodzież się ” szanuje” , na budowę nie można za normalne pieniądze nikogo znaleźć, bo chłopcu o delikatnych dłoniach i w obcisłych spodniach chętnie by popracowali ale może za biurkiem! Czas zatrudniać baby !!
Jak zawsze winny pracownik (w tym przypadku źle lub niewychowana młodzież), bo nie chce tracić zdrowia za minimalną (o ile dostanie umowę o pracę, bo to przecież też nie jest takie oczywiste).
„Janusz Biznesu” nigdy nie jest winny.
Czasem bywa tak że komuś praca nieodpowiada i ma prawo zrezygnować od 1.5 miesiąca pracuje na lewo dzisiaj mój pracodawca stwierdził że da mi umowe zlecenie(bo musi mieć coś na przykrywkę)mimo to że jestem do dyspozycji 24 h nie migam się od pracy i nawet hory przychodzę powiedziałem że wole na lewo robić bo ta umowa nic nie wnosi to srwierdził ze jak sie na mnie z użędu da wziąść jakieś benefity to może mi da o pracę albo jakiś staż więc do pracodawców jak was niestać żeby zapłacić zus i wypłatę człowiekowi to zap……dalajcie sami.
Miałem przyjemność pracować przez tydzień w hurtowni spożywczej nigdy więcej:
– najniższa krajowa oczywiście praca po 12-16 godzin na dobę
– kadrowa myślała że chłopak ważący 72 kg jest w stanie podnosić na raz dwa worki z cukrem ważące razem 50kg….
– znęcania się nad pracownikami wyzwiska, wrzaski itp. (typowy brak szacunku do pracownika)
– praca w straszliwych warunkach sanitarnych
– samochody dostawce zawsze przeciążanie
No ale brakuje rąk do pracy. Niech pracodawcy zaczną normalnie płacić, szanować pracownika, przestrzegać czasu pracy i obciążać pracownika katorżniczą pracą to nie będą mili problemu z znalezieniem chętnych do pracy 🙂
I przedstawię jeden komentarz ukraińskiego pracownika na temat dużej firmy, której brakuje rąk do pracy :
Anonim_UA
_______ to duża firma, ale wykorzystuje się w niej pracowników z Ukrainy. Obiecano mi, że zarobię 3000 pln miesięcznie netto (pensja podstawowa + premia), a w rzeczywistości za przepracowane sumiennie ponad 200 godzin w ciągu jednego miesiąca otrzymałem 1100 pln netto (1850 pln brutto, czyli pensja minimalna, bez żadnej premii). Od tego odjęto mi jeszcze 200 pln za mieszkanie w nędznym baraku. Ponadto, przed rozpoczęciem pracy i podpisaniem umowy musiałem przelać 100 USD na konto Prezesa firmy za zaproszenie do pracy (jako obcokrajowiec). Szczerze radzę Ukraińcom omijać tę firmę szerokim łukiem, ponieważ nie oni są w niej szanowani i traktowani na równi z pracownikami z Polski.
Spotkałem się z podobnym traktowaniem przez pracodawców. Dosłownie zero szacunku.
Masz tylko zap… i całować po rękach, że dostałeś pracę.
A gdzie na liście powodów niechęć pracodawców do szkolenia młodych ludzi? Kilka dni temu na którejś już z kolei rozmowie usłyszałam, że co prawda w ogłoszeniu napisali, że biorą pod uwagę osoby bez doświadczenia, ale szkoda im czasu żeby mnie przez dwa tygodnie przeszkolić, bo woleliby kogoś kto usiądzie i od razu zacznie samodzielnie pracować. Dodam, że stanowisko w banku, za najniższą krajową. Pracowników szukają już co najmniej od miesiąca, więc przez ten czas zdążyliby przeszkolić już dwie osoby… Ale po co, jak można czekać. aż ktoś w przypływie szaleństwa zwolni się, po kilku latach z dobrze płatnej posady i z ucałowaniem ręki przejdzie do nich. Bo z rozmowy z prezesem wynikało, że własnie na kogoś takiego czekają.