7 biur w 3 krajach, 55 pracowników, kampanie promocyjne w 32 krajach dla blisko 2900 podmiotów gospodarczych. 610 firm obsługiwanych aktualnie, w tym 60 kampanii o zasięgu globalnym – to dorobek gdańskiej agencji marketingowej Nakatomi, która dwa lata temu była…jednoosobową działalnością.

Ewelina Kołoda dużo podróżuje. Gdy rozmawiamy, jest akurat w Honolulu gdzie otwiera kolejne biuro swojej agencji marketingowej, Nakatomi. Zdecydowała się nam opowiedzieć o swojej biznesowej drodze. W zeszłym roku wygrała konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku. Dziś jej firma jest już zaliczana do biznesów średniej wielkości. A to jeszcze nie koniec.

Zaczyna się od Uniwersytetu Zielonogórskiego. Ewelina Kołoda studiuje budownictwo. Zaraz potem podejmuje pracę w sporej firmie w Żarach. Niestety, bardzo szybko nudzi ją osiem godzin przy biurku, bez większych perspektyw. Postanawia przenieść się do Gdańska. Wszystko za sprawą ogromnej miłości do morza. Wynajmuje stanowisko w tutejszym Business Linku i zakłada biuro tłumaczeń. Od razu zwraca się do poznanej jeszcze na studiach menedżerce Stoczni Gdańskiej i oferuje jej swoje usługi. Pamięta, że ta narzekała na jakość serwisu tłumaczeniowego. Ma ogromne szczęście i zdobywa pierwsze zlecenie, wyjątkowo duże i bardzo poważne.

Co poniedziałek, odbierają 10 kartonów dokumentów do tłumaczenia. Jednak nawet świetny angielski, którego nauczyła się podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych nie wystarczy. Materiałów jest jednak tak dużo, że szybko trzeba zatrudnić pracowników do pomocy. – Wszystkie pieniądze przeznaczałam,  na reklamę swojej działalności. Miałam świadomość, że zlecenie ze Stoczni jest na krótko – mówi serwisowi Biznes na Ostro, Ewelina Kołoda. Do biura zaczynają zgłaszać się kolejni klienci. Najczęściej były to małe firmy, a zakres tłumaczeń ograniczony. – dodaje Ewelina.

Sposób na marketing małej firmy

Szybko okazuje się, że klienci Nakatomi mają ogromne problemy z rozwojem swoich biznesów. Nie są w stanie znaleźć sposobu na skuteczną reklamę. Nie zadowala ich współpraca z agencjami marketingowymi. Ewelina Kołoda chce szybko wypełnić tę lukę na rynku i zaproponować wsparcie w tym zakresie. Podejmuje błyskawiczną decyzję. Leci do Stanów na kurs marketingu. Po powrocie wie od razu jak zbuduje przewagę konkurencyjną. Zagwarantuje swoim klientom osiągnięcie określonego efektu.

Przyjęliśmy na siebie spore zobowiązanie więc bardzo się baliśmy czy to wypali. Pierwszym klientem była spora szkółka narciarska, która uczy zjazdów na sztucznym stoku w Gdańsku – przypomina Ewelina.  Udało nam się zwiększyć o 40 proc. obroty naszego klienta. To spowodowało, że szybko pojawili się kolejni. Co ważne, byli to klienci z polecenia

Nakatomi zaczyna się rozkręcać. Firma obsługuje coraz większych klientów, a do dyspozycji ma coraz wyższe budżety marketingowe. Po roku pojawia się pierwszy zagraniczny oddział. – Jeśli wydaje ci się, że działania marketingowe można prowadzić zewsząd, to się mylisz. Gdy zaczęliśmy obsługiwać UCLA musieliśmy w Stanach otworzyć biuro. Obsługujemy media społecznościowe, robimy zdjęcia, filmy i wywiady. Musimy być na miejscu. – przekonuje Ewelina. Bo event, czy spore wydarzenie promocyjne dla klienta trudno poprowadzić z Polski. Klienci płacą więc sporo ale wiedzą, że mogą liczyć na bezpośredni kontakt z ekipą Nakatomi.

biznes na ostro

Wyróżniają nas 2 elementy. Pierwszy to kampanie marketingowe na 20 płaszczyznach jednocześnie. Mając określony przez klienta budżet na kampanie, środki rozkładamy tak, aby klient był widoczny wszędzie gdzie to możliwe. Najbardziej istotne jest to,że nasze kampanie są gwarantowane. Nie robi tego żadna agencja w Polsce i tylko kilka w Stanach Zjednoczonych. Klient przychodząc do nas, powierza nam swoją firmę i pieniądze i chciałaby coś za to dostać, coś co można zmierzyć, my mu to dajemy już na starcie. W zależności od rodzaju kampanii, umowy, budżetów, klient otrzyma od nas albo leady, albo też określoną ilość klientów, a przy dużych kampaniach nawet określony obrót. To jest właśnie wyjątkowe i niespotykane – tłumaczy Ewelina Kołoda.

Ryzyko biznesu

Szybki rozwój i uruchamianie nowych placówek na tak wczesnym etapie jest dość ryzykowny. Dlaczego? Młoda firma nie ma jeszcze wypracowanych modeli działania, a zapanowanie nad nowymi pracownikami i zadaniami operacyjnymi jest sporym wyzwaniem.  Na razie biznes jest zarządzany zgodnie z metodologią „firmy turkusowej”, opartej na płaskiej strukturze. – Chcielibyśmy otwierać kolejne oddziały ale na razie musimy wypracować skuteczny model operacyjny dla tego co jest. Choć wszyscy pracownicy mają umowy o pracę, to nie muszą siedzieć przy biurkach 8 godzin dziennie. Mają wykonać określony projekt. Są często tak zaangażowani, że z własnej woli chcą zostać po godzinach – przekonuje.

Sama pracuje po 300-400 godzin w miesiącu. – W biznesie trzeba być upartym i naprawdę wierzyć w sens tego, co się robi – dodaje Ewelina Kołoda.

Nie mniej istotne jest również zagwarantowanie sobie zabezpieczenia finansowego. Przed otwarciem firmy posiadałam pewne zabezpieczenie finansowe, które dawało psychiczny spokój w razie ewentualnej porażki biznesowej.

nakatomi_oddzial_w_los_angeles

Jeśli ktoś nie ma poduszki finansowej i rusza z biznesem, to prędzej czy później zrobi coś głupiego by „koniecznie zarobić na ZUS”. W nerwach popełnia się wtedy błędy. W efekcie sporo firm bankrutuje w ciągu dwóch-trzech lat. Są tacy, którzy uruchamiają firmy nie mając pieniędzy, otwierają firmę „na kredyt”, a potem szybko upadają. My nie mieliśmy jakieś specjalnego biznesplanu, czy pomysłu ale mieliśmy zabezpieczenie finansowe na pierwsze lata. – dodaje

Gdy pytam o to, jak firma będzie wyglądała za 5 lat, Ewelina spieszy z odpowiedzią. – Nie wiadomo, czy zostaniemy w Polsce. Najbardziej prawdopodobne jest, że w USA dojdziemy do 10 oddziałów. Stany Zjednoczone to bardzo, bardzo dobry rynek. Klienci mają większą świadomość, a co za tym idzie płacą znacznie lepiej.

W roku 2014 w Nakatomi pracowało 2 ludzi, w 2015 było ich już 7,  a w 2017 ekipa przekraczała 50 osób. To dynamika zatrudniania na poziomie największych agencji na świecie.

Mikroprzedsiębiorca Roku zmienia sporo

Rok temu Nakatomi wystartowało w konkursie Mikroprzedsiębiorca Roku. – Nagrodę pieniężną w całości przeznaczyliśmy na rozwój firmy. Kupiliśmy profesjonalnego drona i wysłaliśmy pracowników na szkolenia. Dzięki temu możemy realizować skomplikowane projekty video. Te pieniądze były ogromnym zastrzykiem dla firmy. To był wtedy nasz trzymiesięczny dochód. Do tej pory ta kwota zwróciła nam się dziesięciokrotnie – dodaje Kołoda.

W jej opinii młodzi przedsiębiorcy muszą cały cza szukać nowych źródeł przychodów i opracować plan działania. Nie chodzi tu o typowy biznesplan. Dobrze jest określić jak długo możemy testować nasz pomysł i kiedy zrezygnujemy jeśli nam nie wyjdzie. – Trzeba umieć odpuścić, gdy pieniądze w firmie nie pojawiają się określonym czasie. Oczywiście nie może to być zbyt krótki czas bo pieniądze w biznesie nie są od razu. My przez pierwsze pół roku nie zarabialiśmy nic, albo były jakieś grosiki i tak naprawdę utrzymywaliśmy się z oszczędności. Założyliśmy, że po roku musimy zacząć zarabiać na firmie. Najpierw trzeba zainwestować, poświęcić się, potyrać, zapomnieć o wakacjach, siedzieć w Wigilię w firmie, tak jak my i wtedy przynosi to efekt.

Czy Nakatomi zdobędzie kolejne lokalizacje? Ilu klientów będzie obsługiwać? Będę na bieżąco śledził poczynania tego niezwykłego zespołu.